Robert
M. Rynkowski, Katechizm
bliższy życiu,
„Więź” 475 (1998)
nr 5, s. 205–210.
„W Duchu i prawdzie. Katechizm Kościoła katolickiego w refleksji i życiu” (praca zbiorowa), „Biblos”, Tarnów 1997, s. 312.
Najnowszy Katechizm Kościoła katolickiego – myślę, że przyznają to wszyscy „zwykli” katolicy – nie należy do lektur łatwych. Ten opasły tom (aż 738 stron!) skondensowanego, momentami wysoce specjalistycznego wykładu z różnych dziedzin teologii domaga się „odchudzenia” i „przekładu” na prostszy i bardziej zrozumiały język, o ile ma stać się treściwym pokarmem dla wiary wszystkich wierzących. Książka „W Duchu i prawdzie” podjęła się właśnie gigantycznego trudu takiego „odchudzenia” i „przełożenia” całości Katechizmu. Do dzieła tego swoje ręce i serca przyłożyło aż dwudziestu ośmiu autorów, w tym – obok mniej znanych, a związanych przede wszystkim z Tarnowskim Instytutem Teologicznym – tak znane osobistości, jak bp J. Życiński, o. J. Salij, ks. M. Maliński, o. M. Zięba, o. J. A. Kłoczowski, ks. R. Rogowski czy ks. I. Bokwa.
Książka „W Duchu i prawdzie” pragnie prowadzić czytelnika – jak ujmuje to we wstepie ks. abp Józef Życiński – do pogłębienia jego wiary i do zharmonizowania jej z życiem w kontekście – co jest bardzo ważne – polskich warunków. Autorom przyświeca również pytanie, co to znaczy być chrześcijaninem na przełomie tysiącleci. Dlatego trzeba zapytać, w jaki sposób i w jakim stopniu autorom udało się zrealizować postawione zadania.
Zacznijmy od struktury pracy. Całość podzielona została na pięć części, których poszczególne rozdziały posiadają numerację ciągłą (w sumie jest pięćdziesiąt rozdziałów). Część pierwsza poświęcona jest wierze Kościoła rozumianej jako odpowiedź człowieka na Objawienie Boże, a w kolejnych punktach refleksji zostały poddane główne artykuły Składu Apostolskiego. Następna część omawia poszczególne sakramenty wiary. W kolejnej ukazane jest życie wiarą w oparciu o dziesięć przykazań. Przedostatnia część dotyczy modlitwy z wiary, a ostatnia problemów związanych z wiarą w dzisiejszych czasach. Widać więc, że układ ten niemal dokładnie odwzorowuje strukturę Katechizmu.
W każdym z pięćdziesięciu punktów-rozdziałów można dostrzec następujący schemat. Najpierw zarysowana jest sytuacja w świecie i w Polsce oraz przedstawione poglądy ludzi na daną kwestię, zwykle przeciwne nauczaniu Kościoła. Następnie zaprezentowana jest nauka Kościoła, oczywiście głównie w oparciu o sam Katechizm, jednak autorzy chętnie sięgają również po inne dokumenty Kościoła czy prace różnych autorów religijnych. Potem znajdujemy modlitwę zaczerpniętą z Biblii, dzieł świętych, teologów lub liturgii. Na koniec postawione są pytania, nad którymi, zdaniem konkretnego autora, warto się zastanowić w kontekście rozważań danego punktu i zaproponowane lektury mogące w tym pomóc. W takiej konstrukcji dostrzec można próbę sprowokowania czytelnika do myślenia, dyskusji i poszukiwania, a nie tylko biernego odbioru. To, czy będzie to próba udana, z pewnością w dużym stopniu zależy od samego czytelnika, od tego, czy zechce mu się podjąć wysiłek. Niemniej trzeba powiedzieć, że pytania zostały przeważnie sformułowane w sposób sugestywny, a nawet niekiedy wręcz prowokujący. Za przykład niech posłuży takie postawienie problemu: Coraz więcej ludzi jest przekonanych, że Jezus Chrystus nie jest konieczny w ich życiu, a wiara w Niego niczego nie daje, odwodząc jedynie człowieka od ważnych, aktualnych spraw ziemskich. Poza tym, dodają, chrześcijanie nie biorą sobie zbytnio do serca słów Jezusa i kierują się w życiu wartościami dalekimi od Ewangelii. Jak można argumentować w takich rozmowach? Jakie znaczenie ma przykład osobistej wiary w Jezusa jako Chrystusa? Oprócz takich rozwiniętych propozycji tematów do rozważań znajdują się też całkiem proste, jak chociażby taka: Jezus Chrystus był poddany Duchowi Świętemu. Jednak zarówno w oparciu o jedne, jak i drugie możliwe jest rozpoczęcie ciekawej refleksji czy dyskusji.
Ciekawe jest to, że nazwiska autorów poszczególnych rozdziałów znaleźć można tylko w spisie treści, natomiast w samym tekście zostały one pominięte. Sprawia to wrażenie, jakby wydawcy zależało na wprowadzeniu swoistej równości między autorami, tak żeby czytelnik nie sugerował się nazwiskiem, a jedynie treścią artykułu. Jednak, jak pisze we wstępie bp J. Życiński, nieuniknioną cenę współpracy 28 autorów musi stanowić zróżnicowanie stylu charakterystycznego dla poszczególnych opracowań. I rzeczywiście, podczas lektury te różnice daje się zauważyć, mimo że dołożono starań, by tekst możliwie ujednolicić. Swoistą poetyckością wyróżniają się fragmenty napisane przez ks. M. Malińskiego, da się też rozpoznać „dialogujący” styl o. J. Salija czy „naukowo-przyrodnicze” podejście ks. M. Hellera.
Autorzy „W Duchu i prawdzie” pragną – jak już zauważono – wiarę wyrażoną w Katechizmie umieścić w polskim kontekście. Postawmy zatem pytani: Jaki obraz Polski i Kościoła w naszym kraju znajdujemy w omawianej pracy? Otóż, mówiąc najogólniej, obraz ten z pewnością nie napawa optymizmem. Przede wszystkim wielu autorów widzi u nas coraz żywszą tendencję do życia tak, jakby Boga nie było. Nie jest to ateizm ideologiczny ale praktyczny, gdzie w życiu człowieka po prostu dla Boga nie ma miejsca. Dlatego kwestionuje się nie tylko nauczanie moralne Kościoła, ale również podstawowe dogmaty dotyczące np. Jezusa Chrystusa czy Trójcy Świętej. Coraz większy zasięg zdobywają materializm praktyczny, konsumpcjonizm, kult życia łatwego i przyjemnego, nie skrępowanego żadnymi zobowiązaniami. Ludzie zatracają pojęcie prawdy obiektywnej i moralności, a jednocześnie zanika poczucie winy i grzechu. Głosi się, że jedyną prawdziwą realnością jest jednostka, a wszelkie więzi i relacje między ludźmi są umowne. Rozszerza się tendencja do kwestionowania potrzeby religii i jednocześnie do stawiania wszystkich religii na tej samej płaszczyźnie. Takich negatywnych zjawisk – w ujęciu „W Duchu i prawdzie” – jest więcej, jednak nie ma tu potrzeby ich szczegółowego wyliczania. Każdy, kto zaznajomiony jest z diagnozami współczesnej sytuacji wyrażanymi przez Kościół przy różnych okazjach, dostrzeże tu wiele wspólnych elementów. Jednak zaproponowany przez autorów omawianej książki opis polskiego świata jest ważny i szczególnie potrzebny w dzisiejszej sytuacji. Daje bowiem dobre wyobrażenie o problemach, na jakie może natrafić nauka Katechizmu, i zarzutach, z jakimi może się spotkać człowiek wierzący. To zaś pozwala na przygotowanie właściwej na nie odpowiedzi.
Warto podkreślić, że w omawianej książce pojawiają się również krytyczne uwagi pod adresem samego Kościoła. Niektórzy autorzy dostrzegają nieprawidłowości w jego praktyce i sposobie przekazywania przesłania o zbawieniu. I tak – na przykład – ks. I. Bokwa postuluje, by powrócić do biblijnego obrazu Boga, co oznacza konieczność oczyszczenia naszego wyobrażenia o Nim z wszelkich naleciałości, które sprawiają, że postrzegamy Go jako tyrana czyhającego na potknięcia ludzi. Ks. W. Życiński zauważa, iż doktryna z zakresu mariologii prezentowana wiernym zwłaszcza przez kaznodziejów ludowych czy apostołów maryjnych daleka jest często od mariologii przedkładanej przez Magisterium Kościoła. O. J. Salij sądzi, że nie każdy argument przeciw chodzeniu do spowiedzi trzeba od razu odpierać. Słuszniej jest życzliwie wsłuchać się w to, co ludzie przeciw spowiedzi mówią. Nieraz bowiem się zdarza, że jakieś obiegowe opinie, z którymi trudno katolikowi się zgodzić, sygnalizują taką lub inną jednostronność w naszym przeżywaniu wiary. Życzliwe wsłuchanie się w te opinie może nas samych pobudzić do pogłębienia się w wierze, a wówczas stajemy się bardziej przekonujący dla tych, z których opiniami się nie zgadzamy. Należy żałować, że tego typu wypowiedzi nie są nazbyt częstym gościem w omawianej pracy. Kościół przecież musi umieć dostrzegać swoje słabsze strony i mieć odwagę o nich mówić, szczególnie gdy Jan Paweł II wzywa go do zrobienia – na przełomie tysiącleci – rachunku sumienia w swoim własnym sercu. Poza tym brak pogłębionego samokrytycznego oglądu sytuacji w polskim Kościele może sugerować ludziom stojącym „na zewnątrz” czy nieprzychylnym wobec niego, że wszelkie trudności i nieprawidłowości w wierze obciążają jedynie ich samych. Bez wątpienia taka samokrytyka mogłaby pomóc czytelnikowi w dostrzeżeniu ewentualnej słabości w praktyce i teorii wyznawanej wiary, stając się punktem wyjścia do leczenia tej słabości i szukania dróg wzmocnienia wiary. W tym kontekście, a i w kontekście wypowiedzi niektórych autorów „W Duchu i prawdzie”, obco, moim zdaniem, brzmi wypowiedź ks. A. Michalika, który pisze, że eksponowanie w spojrzeniu na Kościół zła i grzechu w nim obecnego jest przykładem czysto naturalnego patrzenia na rzeczywistość Kościoła. Tymczasem można i trzeba patrzeć na tę rzeczywistość oczyma wiary. Wtedy obraz Kościoła jest prawdziwy. Tylko ten zrozumie Kościół, kto w niego wierzy. Tylko wtedy może człowiek „zgodzić się” z faktem grzechu w Kościele (a nie grzeszności Kościoła!) i cierpliwie - z łaską Bożą - podejmować zadanie oczyszczenia… Z pewnością nikt nie wątpi, że ks. W. Hryniewicz, profesor KUL, jest człowiekiem wierzącym, że wierzy w Kościół i że nie patrzy na niego w sposób czysto naturalny. Tymczasem właśnie on w swojej ostatniej książce eksponuje zło i grzech w Kościele oraz używa – w sposób bardzo przekonujący – pojęcia „Kościół grzeszny”.1 Wobec tego odrzucenie tego sformułowania bez żadnego uzasadnienia nie wydaje się właściwe, tym bardziej że może czytelnika niechętnie nastawić wobec ludzi, którzy nim się posługują.
Kolejnym elementem każdego punktu-rozdziału książki jest przedstawienie nauki i argumentacji Kościoła dotyczącej podstawowych prawd wiary, szczególnie w kontekście podnoszonych trudności. Zasadniczo autorzy – jak już powiedziano – opierają się na Katechizmie, komentując go i odwołując się do niego. Niektórzy jednak, jak na przykład ks. M. Maliński, podchodzą do tego z większą swobodą, prawie zupełnie bezpośrednio do Katechizmu się nie odwołując, chociaż, oczywiście, inspirując się jego treścią. W moim przekonaniu takie „swobodne” ujęcie problematyki religijnej stanowi istotne wzbogacenie książki: lektura tych partii książki jest łatwiejsza, brzmienie bardziej osobiste i egzystencjalne, niejako mniej oficjalne czy urzędowe. Ogólnie można powiedzieć, że język, jakim posługują się autorzy poszczególnych partii książki, nie jest trudny. Autorzy starają się unikać sformułowań nie znanych szerszym kręgom czytelników, a jeśli już to czynią, to starają się je wyjaśnić. Jednak znajomość podstawowych terminów teologicznych z pewnością ułatwiłaby lekturę tej książki.
Każdy komentarz do Katechizmu, zwłaszcza taki, który świadomie umieszcza się w bardzo konkretnym kontekście, innym niż cały Katechizm, w nieunikniony sposób staje się interpretacją. Można zauważyć, że w niektórych miejscach omawiana książka wykazuje niewielką otwartość na możliwość innego rozumienia przesłania Katechizmu. Jest to szczególnie widoczne w punkcie poświęconym eschatologii (rozdz. 18). Ks. K. Kupiec pisze, że śmierć weszła (…) w świat przez grzech, czym zdaje się sugerować, że przed grzechem ludzie nie podlegali śmierci. Tymczasem – na przykład – K. Rahner w kwestii nieśmiertelności człowieka w raju mówi, iż zakończyłby on niewątpliwie swe życie z tym, że zachowując swą cielesną postać, doprowadziłby je jakby od wewnątrz do kresu czasu i do dojrzałości2. Nawet jeśli ks. Kupiec sam nie miał na myśli nieśmiertelności pierwszych rodziców, a jedynie to, że śmierć w obecnej „formie” jest skutkiem grzechu, to należałoby to sformułować jaśniej czy nieco ostrożniej. Wydaje się, że dzisiaj można już mówić o śmierci człowieka w raju jako łagodnym, pozbawionym tragizmu przejściu do wiecznego szczęścia w Bogu, o czym autor mógł przynajmniej wspomnieć. Sądzę, że zabrakło mu wyczucia współczesnej sytuacji, kiedy – jak wiele na to wskazuje – klasyczne sformułowania nie brzmią w uszach wierzących nazbyt zrozumiale. Wyczucie takie w tej samej książce wykazał – na przykład – ks. I. Bokwa, przedstawiając naukę o Trójcy Świętej (rozdz. 5) i Chrystusie (rozdz. 8). W pierwszym tekście ani razu nie wspomina on o jednej istocie Boga, trzech Jego osobach czy też o tym, że osoby te są relacjami (terminologia klasyczna). Koncentruje się raczej na tym, że Bóg jest miłością oraz wiekuistą wymianą miłości i że jest On wierny mimo niewierności człowieka. W tekście poświęconym Jezusowi Chrystusowi nie porusza zagadnienia jednej osoby i dwóch natur (znowu terminologia klasyczna). Mówi natomiast o tym, że był On prawdziwym Bogiem, który stał się prawdziwym człowiekiem dla naszego zbawienia. Autor wyraźnie unika tradycyjnych terminów teologicznych, starając się omawiane zagadnienia przedstawić przy pomocy sformułowań biblijnych i bardziej współczesnych. Jest to, jak sądzę, podejście całkowicie usprawiedliwione, gdyż dzisiejszy człowiek nie rozumie dawnych wypowiedzi w znacznej mierze zabarwionych filozofią starożytną3. Przykładów podobnie twórczego ujęcia problemu da się w omawianej książce znaleźć więcej.
Mimo wspomnianych wyżej pewnych słabości książki, można przyjąć, że autorom na ogół udało się w przystępny sposób przedstawić i zinterpretować naukę Katechizmu. W większości uniknęli stosowania terminów niezrozumiałych dla współczesnego człowieka i kategorycznego opowiadania się za jedną możliwością interpretacji. Książka – w moim przekonaniu – zachęca do refleksji nad nauką Katechizmu i do stawiania pytań. Może pomóc wszystkim tym, którzy pragną bliżej zapoznać się z Katechizmem i znaleźć inspirację do dalszych poszukiwań. Ogromnie ważne są też częste mądre wskazówki na temat tego, jakie wymagania stawia konkretna nauka chrześcijańskiemu życiu. Prawie każdy punkt zawiera odniesienie wiary do życia. Na wiele pytań odpowiedź będzie można znaleźć w omawianej pozycji, niektóre zapewne będą wymagały sięgnięcia po inne książki, których propozycje (pod tytułem „Warto przeczytać”) umieszczono każdorazowo na zakończenie rozdziału.
Z uznaniem trzeba wypowiedzieć się również o edytorskiej stronie książki. Całość jest przejrzysta, pod tytułem każdego rozdziału poinformowano, do których partii Katechizmu odnoszą się kolejne rozważania, w każdym rozdziale umieszczono pewną liczbę wyróżnionych na niebiesko ważniejszych cytatów z Katechizmu; całość obrazu dopełniają ilustracje, chociaż – jak sądzę – szkoda, że nie zostały one opisane – czytelnik nie zawsze będzie w stanie uchwycić ich związek z treścią konkretnych rozważań. Szkoda również, że omawianej pracy nie wieńczy przynajmniej indeks rzeczowy – bez wątpienia ułatwiłoby to czytelnikowi korzystanie z ksiażki.
Kościół w Polsce – jak na nasze warunki – bardzo szybko, bo już dwa lata po opublikowaniu przekładu Katechizmu Kościoła katolickiego, otrzymał od Wydawnictwa „Biblos” cenną pomoc nie tylko dla zrozumienia treści Katechizmu, ale również i przede wszystkim dla pogłębienia życia wiary i związania jej z życiem codziennym.
1W. Hryniewicz, „Pedagogia nadziei. Medytacje o Bogu, Kościele i ekumenii”, Warszawa 1997, s. 72–75. Autor uważa, że określenie „Kościół grzeszny” było używane w okresie patrystycznym i średniowieczu. Wprawdzie Sobór Watykański II zachował wobec niego rezerwę, ale, zdaniem Hryniewicza, mnożąc określenia i łagodząc ostrość sformułowań Sobór wyraził nie dopowiedzianą do końca tę samą prawdę o grzesznym Kościele, którą głosili kiedyś z całą prostotą i wyrazistością wczesnochrześcijańscy pisarze.
2Cyt. za: L. Balter, „Problem reinterpretacji skutków grzechu pierworodnego w człowieku”, w: „Kolekcja Communio” nr 7(1992), s. 279.
3K. Rahner mówił, że wypowiedzi o Trójcy Świętej w katechizmowym sformułowaniu są dla dzisiejszego człowieka prawie niezrozumiałe i niemal nieuchronnie prowadzą do nieporozumień. K. Rahner, „Podstawowy wykład wiary”, Warszawa 1987, s. 115–116.